niedziela, 7 maja 2017

Konkurs! / Fotorelacja - Kitsch&Vintage na majówce we Wrocławiu

Dzień dobry, dzień dobry!

Och! Ile tu się dzieje, proszę Państwa. W ferworze, napędzając moją machinę Kitsch&Vintage - musiałam na chwilę się zatrzymać i ukierunkować.

Niezależnie od tego, co się dzieje i jak dobrze się dzieje - tylko spokój może nas uratować. 

Tą oklepaną mądrością witam się z Państwem ponownie, aby opowiedzieć o emocjonującym zdarzeniu minionych dni.

Kitsch&Vintage i ja, odwiedziliśmy majówkę na Wyspie Słodowej we Wrocławiu.
Dostaliśmy nawet wielgaśny namiot, krzesełka i stoliczek i... chyba nas polubili, bo zainteresowanie było spore. :)

W namiocie można było wysłać kartkę do samej siebie w ramach Programu Reinkarnacji Poczucia Własnej Wartosci - #zdrowyegoizm oraz wypróbować moją autorską linię perfum! Czad, nie? :)



Także Panie (i Panowie) z całego, pięknego Wrocławia - wąchali, pisali, pytali. Można było też skorzystać z kursu makijażu przy współpracy z MejkapBajEws... proszę żałować, że się nie było!



A! No i jeszcze Day & Week Plannery były! Czego tam nie było... !

Ale proszę się nie martwić, że Was tam nie było, bo oto ogłaszam Konkurs! Prosty, zabawny, przyjemny, a do wygrania szczęścia moc!

   Personalizowany i sygnowany własnym pseudonimem lub imieniem i nazwiskiem Planner
   Fiolkę moich autorskich, naturalnych perfum Kitsch&Vintage - Kitschy Posh
   Fiolkę moich autorskich, naturalnych perfum Kitsch&Vintage - Rustic Vintage
 ♣ Posrebrzaną bransoletkę z naturalnymi kamieniami i kryształkami Swarovskiego (albo jak kto woli - sfarofskiego) :)
   Piękną, ręcznie szytą saszetkę na ową bransoletkę lub na inne skarby! :)


Co trzeba zrobić?


1. Proszę udostępnić ten post
2. Proszę zaobserwować mnie na Instagramie
3. Proszę polubić mnie na Facebooku
4. Proszę odwiedzić moją nową stronę www.kitschetvintagefactory.wordpress.com
... i w formularzu kontaktowym, w zakładce "Kontakt" napisać, co Ci się w niej podoba, a co nie - to śmiertelnie ważny punkt, ponieważ bardzo zależy mi na Waszej opinii. Te najbardziej "bogate" i kreatywne - nagrodzę sowicie. Dopisz swoją stronę śmiało - chętnie Cię poznam i poczytam. :)


✩ Konkurs trwa do końca maja, a do wylosowania aż 3 zestawy i nagrody pocieszenia!

Powodzenia życzę ja - Szamanka Kitsch&Vintage!



Continue Reading

niedziela, 26 marca 2017

Boyfriend #TAG - ile to już minęło?! / Zmiany, zmiany, zmiany!



Dobry wieczór!

Po krótkiej przerwie, witam Was w ten ciepły, wiosenny, niedzielny wieczór.

Ostatnio bardzo dużo się u mnie dzieje - zmiany gonią zmianę, zostało jakieś 4,5 miesiąca do ślubu, a po drodze remont mieszkania, zmiana pracy i wieeele wiele innych!

W morzu wydarzeń jakoś dobrnęłam do urlopu, który (jak śmiem cicho zauważyć) - jest w pełni zasłużony. Pragnę poświęcić te kilkanaście dni na czysto egoistyczne zabiegi, jak:

Zakupy
Szycie
Czytanie
Pisanie

Czego chcieć więcej?!

Tymczasem, w okolicach Dnia Kobiet wymęczyłam mojego Lubego o tzw. "Boyfriend #TAG" - a bo może będzie Wam miło, jak nas trochę poznacie z okazji fali weselno-ślubnej, która zasypie Was przez najbliższe miesiące. ;)

Gotowi?




Continue Reading

wtorek, 21 lutego 2017

#Weddingalert - rustykalne wesele - Ideabook / Ubieramy Pana Młodego!

N adszedł czas na kolejny, wyczekany przez Was #weddingalert! Dziś trochę o samej idei wesela, kwiatach i o Panu Młodym - rozpocznijmy zatem:

  • Gipsówka, kłosy zbóż, ostróżka, goździki i dalie - oto esencja rustykalnego wesela. Tak też będzie na moim.
  • "Rustykalny" to teraz takie modne słowo i wiele par zachodzi w głowę, jak zorganizować takową właśnie uroczystość. Przede wszystkim trzeba się pilnować, żeby...

...nie przedobrzyć.

W świecie prawie eksplodujących od przepychu wesel - nietrudno o przekroczenie magicznej granicy rozsądku i smaku

Dwieście napompowanych helem balonów na suficie, a z każdego srebrna, błyszcząca tasiemka, a do tasiemki przywiązany kryształ "sfarofskiego" to najprawdopodobniej znak, że przesadziłaś.

A w uroczystościach rustykalnych wystarczy pięć ziarenek brokatu, żeby wszystko zepsuć, dlatego to nie jest styl dla księżniczek Disney'a.

Rustykalne Podstawy:

  1. Jutowy sznurek.
  2. Mech
  3. Surowe drewno

Tymczasem, wybrałam już z Moim Lubym Jego  strój! Padło na smokingowy garnitur od Diuk'a - jak Wam się podoba?

Continue Reading

wtorek, 14 lutego 2017

Kiedy to było?!
CV, pierwsza praca, pierwsze postanowienia...
/ Wcale nie jesteś na nic skazany.


Nie licząc zrywania kukurydzy, zbierania bobu i plewienia ogórków, jestem w stanie bez wysiłku wyłowić moment, w którym dorwałam moją pierwszą, najprawdziwszą pracę na umowę. I choć po dziś dzień nie jestem przekonana do legalności owej umowy... było to niewątpliwie jedno z najważniejszych i najbardziej emocjonujących wydarzeń w moim życiu.

Miałam szesnaście lat. Moje dumne curriculum vitae składało się z danych osobowych, zdjęcia i nazwy liceum, do którego wówczas chadzałam. Mój przebogaty dokument wysyłałam w miliony miejsc, a nie ukrywam, że mi zależało - wisiało bowiem nade mną widmo nieudanych wakacji, a czynsz za pokoik, który wynajmowałam wtedy... powiedzmy sobie, że pieniądze od Taty na czynsz w niewyjaśnionych okolicznościach przepadły. :)

... i w końcu stało się! Dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną! Rozmowa była krótka i skończyła się moim sakramentalnym TAK. Na co się zgodziłam? Na pracę kelnerki w pubie, w dzielnicy lekko patologicznej, gdzie wokół znajduje się kilkanaście innych pubów + klub schadzek, a my byliśmy jedynym lokalem podającym zarówno alkohol, jak i jedzenie. Mam nadzieję, że każdy zrozumie, kiedy był największy ruch. Od północy do czwartej rano skrobałam zeschnięty ser spod stolików, jednocześnie obsługując kopiący prądem zmywak, prawą ręką nalewając piwa tym, którzy już dawno mają dość, a lewą ręką wydając resztę. A to wszystko za sześć złotych za godzinę



Teraz jak to piszę, to zastanawia mnie, kto pozwolił mi samej po nocach lać strumieniami alkohol w pubie zważywszy, że nie byłam osobą pełnoletnią... ale rozładujmy ten moment grozy - nic mi się nie stało, żyję i mam się dobrze. Dlaczego ja w ogóle o tym piszę? OTÓŻ:

Oczywiście nie tylko ja tam pracowałam - była studentka piątego roku weterynarii, chłopak po technikum gastronomicznym, student już-nie-pamiętam-czego ... i ci wszyscy ludzie siedzieli tam z taką małolatą jak ja, zarabiając tyle, co ja i wyklinając tę pracę tak jak ja. Ale to ja jako pierwsza odeszłam z tej pracy ze słowami na ustach: "ta praca nie jest mnie warta". Wcale nie dlatego, że uważałam się za lepszą od tamtych osób i wcale nie dlatego, że byłam święcie przekonana o czekającej na mnie "świetlanej przyszłości" - to była pierwsza, bardzo ważna lekcja w cyklu
"jesteś warta więcej i stać Cię na więcej".

... a potem zauważył mnie jakiś miliarder, poprosił, żebym była jego asystentką, a teraz latam po świecie jak szalona i piję szampana na śniadanie.




No dobra - żartuję, ale naprawdę zaczęłam pędzić przez życie jak struś. Czerpałam niewiarygodną satysfakcję z wyborów, w żadnej pracy nie zatrzymałam się na dłużej niż miesiąc. Zdobywałam doświadczenie począwszy od kelnerki, poprzez telemarketera, po kasjerkę. Ani jednej z tych prac nie mam dziś w CV, bo i po co? W końcu przyszedł dzień, w którym poszłam na rozmowę kwalifikacyjną pewna tego, co mam, ale też pewna tego, co inni we mnie doceniają. I wiecie co? To działa. Oczywiście moim celem jest być swoim własnym szefem, ale wiem, że jeszcze przede mną daleka droga. 

Złota rada? Pamiętaj, że praca nigdy (PRZENIGDY) nie może przysłaniać Ci życia. Praca to nie esencja bytu, to tylko składowa miliona innych rzeczy, które składają się na Twoje życie. I jeśli myślisz, że "nie masz doświadczenia zawodowego", więc zostaje Ci warzywniak albo fast-food - mylisz się. To jest etap, który każdy musi przejść i nabrać dojrzałości do przejmowania powierzonych obowiązków. Tego typu doświadczenie jest najcenniejsze. I jeśli masz teraz w głowie "nienawidzę swojej pracy", ale boisz się i wiesz, że tego nie zrobisz - to stoisz w miejscuŚwiat pędzi dalej, a Ty tylko stojąc - cofasz się.

 Nie pozwól sobie na to.
Continue Reading

wtorek, 7 lutego 2017

Ścinamy włosy i zaczynamy żyć od nowa!
3 żelazne zasady budowania Nowej Siebie/
Codzienność i rutyna zabijają każdego z nas #3




Otóż to. Zaczynanie od nowa nie jest takie proste, proszę Państwa.

Niestety - nie wystarczy ściąć włosów, chociaż ja akurat też to zrobiłam.

Żyjemy w świecie, gdzie wszystko jest powtarzalne, populizm i "American Dream" wmawiają nam, że mamy prowadzić swoje życie w sposób stateczny, a w tak zwanym międzyczasie - marzyć o darze z niebios, który odmieni wszystko.

Najwyższy czas jednak powiedzieć, że tak się nie stanie, bo zmiana życia to ciężka praca, a nie kolej losu.

Przygotowałam zatem trzy zasady, o których warto pamiętać, gdy w końcu do nas dotrze, że nasze życie nie znajduje się czyichś rękach- tylko we własnych.




1. Nic nie dzieje się przypadkiem.

Absolutnie nic. To wklucza na wstępie enigmatyczne pojęcie "losu". Wszystko ma sens, nie zawsze tak głęboki, jakbyśmy chcieli, ale MA. Dlatego nie ignoruj wewnętrznych sygnałów intuicji - jeśli przemknęła Ci myśl, żeby zastanowić się nad genezą swojej depresji, gdy idziesz na zakupy do supermarketu - zastanów się - może dostajesz ataku paniki patrząc na szaleńczy konsumpcjonizm, a głowa zaczyna eksplodować na widok mnogości kitu, jaki nam wciskają producenci? Może nagle najdzie Cię ochota, żeby otworzyć sklep bez etykiet i promocji...


2. Bądź egoistą.

Brrr! Egoiści to źli ludzie! No cóż, niestety każdy nim jest i decyduje o tym instynkt przetrwania. Zacznij to wykorzystywać w mądry sposób. Zadbaj o siebie i swój święty spokój. Tak tak, może te wiadomości w gazecie, czytane z samego rana sprawiają, że przez resztę dnia Twoja głowa jest niespokojna?
A najgorsze jest to, że czasami nawet już nie zdajemy sobie sprawy, nie zauważamy, co drażni nasze prywatne otoczenie: przyzwyczajamy się i akceptujemy. Albo... po co tak koniecznie musisz zagadywać kumpli z pracy/szkoły, skoro w nosie masz ich los i to, co mają do powiedzenia? Idź na obiad tylko w swoim towarzystwie, może wpadniesz w tym czasie na ciekawy pomysł wycieczki zamiast słuchać tych bzdur.


3. Zastanów się, kogo kochasz i okazuj to.

To najtrudniejsze zadanie i trzeba do tego podejść w jak najszczerszy sposób, bo może okazać się tak, że Twój partner/partnerka od dwóch lat tak naprawdę tylko Ci przeszkadza.
Nauczmy się też w zdrowy sposób odcinać od wyuczonych uczuć, I oczywiście w kulturalny! Z szacunkiem do siebie, ale też innych. Kiedy już zdasz sobie sprawę z tej garstki ukochanych osób - kochaj bezgranicznie i o nich dbaj



Continue Reading

środa, 1 lutego 2017

#WeddingAlert - 5 grzechów głównych wesela / Czego na moim na pewno nie będzie?

Nadeszła pora na kolejny #WeddingAlert.
Luty wybił, więc tym samym wyznaczył mi pełne siedem miesięcy do Wielkiego Dnia. Mogę rozpływać się nad tym, czego życzę sobie na moim weselu, ale... myślę, że zdrowiej byłoby na tę chwilę poruszyć tak zwane ślubne koszmarki, które przyprawiają mnie o dreszcze. 
Proszę przypomnieć sobie teraz dokładnie wszystkie wesela... 

...ona temu winna, ona temu winna, poooocałooooować go powinna...

1. Mówimy NIE - zasadzie 4B!

Beza  -  koniecznie na żelaznym stelażu, bo przecież to bajecznie wygląda, jak tańczy Panna Młoda, a zaraz obok niej jej suknia.
Balejaż  -  w Polsce wciąż nie wychodzi z mody.
Bolerko  -  PO CO TO JEST?! I dlaczego chcemy wyglądać, jakby nam wycięli kręgi szyjne?!
Boazeria  -  ...

Drogie Panie, jeśli naprawdę zależy Wam na objętości sukni i chcecie jednak użyć jakiegoś koła... proszę - sprawdźcie potem, czy Wasza sukienka nie lewituje...(obrazek No4)




2. Balony.

Niepostrzeżenie przemykają między naszymi nogami, są upragnionym celem każdego dzieciaka na weselu, raz na jakiś czas odbije się taki od czubka głowy, elektryzując każdą starannie ułożoną fryzurę, a średnio raz na 45 minut głośno któryś eksploduje, narażając mnie na zawał serca, a resztę ten iście rakotwórczy huk rozbawia do łez (naprawdę tego nie rozumiem).

Obraz z moich koszmarów:



3. Uwłaczające, durne zabawy.

Ja nie muszę tego tłumaczyć.











4. Czarna Audica i inne Beemki.

... oczywiście w aranżacji miliona sztucznych kwiatuszków i wstążeczek. Już bym wolała rower...




5. Organza.

Proszę sobie przypomnieć jakieś imieniny u cioci Joli i jej aranżację stołu. Czy przeplotła się tam kiedyś tajemnicza wstążka z organzy? Gdzieś pomiędzy nogą od krzesła, a paterą z sernikiem... 



I tą wstążką Was dzisiaj żegnam, wkrótce kolejna odsłona cyklu, a dla tych, co nie mieli okazji zobaczyć poprzedniego #WeddingAlert -  link o TU


Continue Reading

piątek, 27 stycznia 2017

January favourites / Ulubieńcy stycznia - makijaż, kosmetyki, moda, muzyka, literatura.


Koniec miesiąca zdecydowanie nadszedł zbyt szybko. To był iście pracowity styczeń pod względem nauki, pracy, rozwoju. Jestem z niego dumna, chociaż mógłby jeszcze trochę potrwać, żebym zdążyła zrobić wszystko, co sobie zaplanowałam.

Wróćmy na ziemię, oto małe podsumowanie z prozy życia codziennego:

 Piosenka stycznia: Natalia Przybysz - Niebieski




Cytat:
Gdy od­czu­wamy brak sa­mych siebie, wszys­tkiego nam brak. - J.W. Goethe


Literatura: W. Łukaszewski - "Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii"

Niezbędnik stycznia: Moje cieplutkie, białe futerko

Szminka miesiąca: GR Longstay Liquid Matte Lipstick No10 



_________________________________________________________________________________




♠ Przyznajmy, że jest w tym trochę prawdy. ;)
  
Continue Reading