wtorek, 14 lutego 2017

Kiedy to było?!
CV, pierwsza praca, pierwsze postanowienia...
/ Wcale nie jesteś na nic skazany.


Nie licząc zrywania kukurydzy, zbierania bobu i plewienia ogórków, jestem w stanie bez wysiłku wyłowić moment, w którym dorwałam moją pierwszą, najprawdziwszą pracę na umowę. I choć po dziś dzień nie jestem przekonana do legalności owej umowy... było to niewątpliwie jedno z najważniejszych i najbardziej emocjonujących wydarzeń w moim życiu.

Miałam szesnaście lat. Moje dumne curriculum vitae składało się z danych osobowych, zdjęcia i nazwy liceum, do którego wówczas chadzałam. Mój przebogaty dokument wysyłałam w miliony miejsc, a nie ukrywam, że mi zależało - wisiało bowiem nade mną widmo nieudanych wakacji, a czynsz za pokoik, który wynajmowałam wtedy... powiedzmy sobie, że pieniądze od Taty na czynsz w niewyjaśnionych okolicznościach przepadły. :)

... i w końcu stało się! Dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną! Rozmowa była krótka i skończyła się moim sakramentalnym TAK. Na co się zgodziłam? Na pracę kelnerki w pubie, w dzielnicy lekko patologicznej, gdzie wokół znajduje się kilkanaście innych pubów + klub schadzek, a my byliśmy jedynym lokalem podającym zarówno alkohol, jak i jedzenie. Mam nadzieję, że każdy zrozumie, kiedy był największy ruch. Od północy do czwartej rano skrobałam zeschnięty ser spod stolików, jednocześnie obsługując kopiący prądem zmywak, prawą ręką nalewając piwa tym, którzy już dawno mają dość, a lewą ręką wydając resztę. A to wszystko za sześć złotych za godzinę



Teraz jak to piszę, to zastanawia mnie, kto pozwolił mi samej po nocach lać strumieniami alkohol w pubie zważywszy, że nie byłam osobą pełnoletnią... ale rozładujmy ten moment grozy - nic mi się nie stało, żyję i mam się dobrze. Dlaczego ja w ogóle o tym piszę? OTÓŻ:

Oczywiście nie tylko ja tam pracowałam - była studentka piątego roku weterynarii, chłopak po technikum gastronomicznym, student już-nie-pamiętam-czego ... i ci wszyscy ludzie siedzieli tam z taką małolatą jak ja, zarabiając tyle, co ja i wyklinając tę pracę tak jak ja. Ale to ja jako pierwsza odeszłam z tej pracy ze słowami na ustach: "ta praca nie jest mnie warta". Wcale nie dlatego, że uważałam się za lepszą od tamtych osób i wcale nie dlatego, że byłam święcie przekonana o czekającej na mnie "świetlanej przyszłości" - to była pierwsza, bardzo ważna lekcja w cyklu
"jesteś warta więcej i stać Cię na więcej".

... a potem zauważył mnie jakiś miliarder, poprosił, żebym była jego asystentką, a teraz latam po świecie jak szalona i piję szampana na śniadanie.




No dobra - żartuję, ale naprawdę zaczęłam pędzić przez życie jak struś. Czerpałam niewiarygodną satysfakcję z wyborów, w żadnej pracy nie zatrzymałam się na dłużej niż miesiąc. Zdobywałam doświadczenie począwszy od kelnerki, poprzez telemarketera, po kasjerkę. Ani jednej z tych prac nie mam dziś w CV, bo i po co? W końcu przyszedł dzień, w którym poszłam na rozmowę kwalifikacyjną pewna tego, co mam, ale też pewna tego, co inni we mnie doceniają. I wiecie co? To działa. Oczywiście moim celem jest być swoim własnym szefem, ale wiem, że jeszcze przede mną daleka droga. 

Złota rada? Pamiętaj, że praca nigdy (PRZENIGDY) nie może przysłaniać Ci życia. Praca to nie esencja bytu, to tylko składowa miliona innych rzeczy, które składają się na Twoje życie. I jeśli myślisz, że "nie masz doświadczenia zawodowego", więc zostaje Ci warzywniak albo fast-food - mylisz się. To jest etap, który każdy musi przejść i nabrać dojrzałości do przejmowania powierzonych obowiązków. Tego typu doświadczenie jest najcenniejsze. I jeśli masz teraz w głowie "nienawidzę swojej pracy", ale boisz się i wiesz, że tego nie zrobisz - to stoisz w miejscuŚwiat pędzi dalej, a Ty tylko stojąc - cofasz się.

 Nie pozwól sobie na to.

4 komentarze:

  1. ja nie rzucam pracy po miesiącu, ale zawsze kiedy trochę pobędę w jednej, jeśli mi się nie spodoba, idę dalej prędzej czy później. Kiedy przyjechałam do Anglii usłyszałam od jednej z dziewczyn, z która miałam przyjemność pracować" nie bój się zmieniać pracy" i ma rację. Zawsze warto jest szukać czegoś lepszego, a jeśli ci się nigdzie nie podoba to spróbuj być swoim własnym szefem, jeśli nie będzie ci szło to wrócisz do tego czego nie lubisz, ale może znajdziesz coś co jednak ci się spodoba? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja pierwsza praca to było roznoszenie ulotek. Rozchorowałam się po niej i pensję wydałam na leki :D

    OdpowiedzUsuń